Golenie brody w lecie

Lato to okres, w którym większość brodaczy zwyczajnie wymięka. W odróżnieniu od amatorów siłowni, których przybywa z każdym kolejnym promieniem słońca, liczba brodaczy drastycznie spada, kiedy termometr zaczyna wskazywać więcej niż 20 stopni Celsjusza.

Ponieważ nie do końca rozumiem ten fenomen, postanowiłem postawić hipotezę 5 przyczyn i przybliżyć Wam 5 grup mężczyzn, którzy rozstają się ze swoimi brodami na lato.

Robi się ciepło…

Pierwszym, najbardziej oczywistym, powodem jest to, że dookoła robi się ciepło. A według obiegowej opinii – broda grzeje.

Co prawda, we własnej brodzie nigdy nie zaobserwowałem żadnych właściwości grzewczych, bo powietrze przechodzi przez nią jak przez sitko, ale wygląda na to, że w przypadku części mężczyzn wygląda to nieco inaczej i kończy się błyskawiczną decyzją o pozbawieniu brody życia.

Zapuszczam już tyle czasu – nic z tego nie będzie

To zdanie słyszę najczęściej od młodych facetów, którzy zaczynają zapuszczać brodę na wiosnę. Podejmują decyzję w marcu lub kwietniu i kiedy po miesiącu nie widzą zadowalających efektów – postanawiają zwyczajnie się poddać.

Problem w tym, że aby broda pokazała w pełni swój potencjał, potrzeba przynajmniej 3 miesięcy ciągłego, konsekwentnego zapuszczania. I rezygnując ze swojego marzenia przed tym momentem, nigdy nie dowiedzą się, jak tak naprawdę wygląda ich broda.

Dodatkowo – wiosna, to nienajlepszy moment na rozpoczęcie przygody z zapuszczaniem brody. Ostatnimi laty pogoda na wiosnę bardzo mocno się zmienia. Przez co broda narażona jest na skrajne warunki pogodowe i może sprawiać nieco problemów. Raz wystawia się ją na mróz, czy deszcz – innym razem na upał. A ponieważ początkujący brodacze nie wiedzą w jaki sposób należy dbać o brodę i radzić sobie z dolegliwościami jej wieku dziecięcego – bardzo często poddają się właśnie z nadejściem lata.

Większość znajomych goli się na lato

To kolejna przyczyna, którą udało mi się zaobserwować, szczególnie w przypadku osób, które pracują w dużych skupiskach ludzkich, tj. fabryki lub korporacje.

Wystarczy jedno słabe ogniwo, cierpiące na syndrom leniwego brodacza (więcej o nim poniżej) lub brodacz, który zwyczajnie ma dosyć i jak drzewa w lesie zaczynają padać kolejne bastiony męskości.

Zauważyłem jednak, że golenie brody na lato, ma często znacznie głębsze podłoże, niż „efekt owczego pędu”. Wielu brodaczy na co dzień boryka się z poważnymi problemami, dotyczącymi ich bród. Brody łuszczą się, wysychają, rozdwajają, albo nie układają w taki sposób, jakiego by sobie życzyli.

I o ile w zimie, ze względu na inne warunki pogodowe i zupełnie inny sposób ubierania – są w stanie ukryć te dolegliwości lub je zminimalizować, o tyle w lecie, kiedy wszystko wychodzi na światło dzienne, nie są wstanie już tego zrobić
i rezygnują.

Przerwa w emisji Wikingów

Bez względu na to, czy się do tego przyznaje, czy nie – każdy prawdziwy brodacz ma w sobie coś z Wikinga. Okazałą brodę, nieposkromioną chęć odkrywania lub waleczny charakter. Jednak są wśród nas również tacy, którzy tylko chcieli by tacy być.

Noszą w swojej głowie wyimaginowany obraz mężczyzny, którym chcą się stać. Jednak kiedy przez kilka miesięcy brakuje im ich ulubionego brodatego bohatera, a wszyscy koledzy dookoła chodzą z gładko ogolonymi buźkami – wtedy dochodzą do wniosku, że lepiej się dopasować i pożegnać z hodowaną przez kilka miesięcy brodą.

Zapuszczam na zimę. Golę w lecie.

To podejście nazywam „syndromem leniwego brodacza”. Większość mężczyzn, która na niego cierpi, nie robi ze swoimi brodami absolutnie nic. W swoim podejściu do pielęgnacji brody przypominają nieco średniowiecznych rycerzy, którzy myli się tylko wtedy, kiedy przypadkowo wpadli do rzeki, a ubrania zmieniali wtedy, kiedy porwały się w ferworze walki.

I takie samo podejście do pielęgnacji swojej brody ma powyższy typ mężczyzny. Kiedy robi się chłodniej i golenie zaczyna być bardziej upierdliwe niż zwykle – postanawiają zapuścić brodę. Natomiast kiedy robi się nieco cieplej i broda zaczyna wymagać nieco większej pielęgnacji niż zwykle, wtedy bez wahania sięgają po maszynkę do golenia.

Prawdziwi brodacze

Wszystkie powyższe typy łączy jedna, wspólna cecha – brak silnej woli. Gdyby osoby te chodziły na siłownię, po kilku pierwszych treningach, uznałyby, że nie mają odpowiedniej genetyki i nigdy nie osiągną zamierzonego celu. Gdyby postanowiły rzucić palenie, to zaczynałyby to robić 1 stycznia i kończyły dzień później.

Na całe szczęście są wśród nas również tacy, którzy za swoją brodę skoczyli by w ogień. Nie traktują jej jak sezonowego gadżetu, który warto zapuścić od czasu do czasu. Ani jak zimowego zastępstwa dla szalika.

Broda jest wyznacznikiem tego kim są i w co wierzą. I nie pozwolą sobie jej odebrać za żadną cenę. Bez względu na to, czy na dworze jest -20 i wieje halny, czy +30 i żar leje się z nieba, kroczą naprzód z podniesioną głową i dumnie pokazują swoją brodę światu.

A Ty, brodaczu, do której z powyższych grup się zaliczasz?

Brodaczu – czy Ty też wymiękniesz w lecie?
4.31 (86.25%) 16 votes

Podobał Ci się ten artykuł?

Zapisz się na newsletter, aby nie przegapić kolejnych wpisów.
Obiecuję zero spamu, zero reklam - same konkrety.