beardman_logo2

Miałem zacząć ten cykl od historii jednej z Waszych ulubionych marek kosmetyków do brody. Jednak, kiedy planowałem datę tego artykułu, okazało się, że dzisiaj BeardMan kończy swój pierwszy rok życia.

Dlatego postanowiłem skreślić kilka słów na temat tego, jak to wszystko się zaczęło i czym, tak naprawdę, jest dla nas BeardMan.

Zamierzchłe początki

Miałem 15 lat, kiedy pierwszy raz pomyślałem, że fajnie byłoby mieć brodę. I nie myślałem wtedy o brodzie, jaką spotyka się obecnie na polskich ulicach, czyli tzw. full beard. Był to koniec lat 90-tych, a na topie były wtedy tzw. trzydniówki i kozie brody, w stylu Bradda Pitta, czy Roberta de Niro. I właśnie o jednej z nich marzyłem po cichu, obserwując intensywnie pierwsze włosy, pojawiające się nieśmiało pod moim nosem.

                                 Bradd Pitt z brodą                                              Robert de Niro z brodą

Niestety, w przeciwieństwie do niektórych kolegów, którzy dumnie nosili na twarzy swój pierwszy karykaturalny zarost, nie dane mi było zapuścić czegokolwiek, co swoim kształtem, czy wyglądem, przypominałoby brodę.

Mój zarost przypominał przebiśniegi, które jako pierwsze obudziły się z zimowego snu i nie za bardzo mają czego szukać na dworze, ponieważ wszystkie pozostałe rośliny smacznie jeszcze śpią.

I mniej więcej w ten sposób upłynęły mi kolejne 4 lata liceum, kiedy to namiętnie testowałem coraz to nowsze wynalazki Gillete, które za pomocą reklam z gwiazdami sportu,  wmawiały mi, że męskość tkwi w goleniu. A to, co naturalnie wyrasta z mojej skóry, jest złe i trzeba się z tym rozprawić za pomocą 2, 3, a najlepiej 5 ostrzy,
w abstrakcyjnie wysokiej cenie.

Pierwsza nadzieja

Kiedy poszedłem na studia, sytuacja uległa niewielkiej zmianie. Co prawda nadal katowałem swoją twarz maszynkami na wymienne wkłady, ale mój zarost stał się już na tyle widoczny, że byłem w stanie nosić tzw. trzydniówkę. A pod koniec studiów zapuścić nawet krótką kozią bródkę, której długość nigdy nie przekraczała kilku milimetrów długości.

W tamtym okresie przez myśl mi nie przeszło, że kiedykolwiek będę w stanie zapuścić cokolwiek więcej niż to, co nosiłem na co dzień. Myślałem tak, ponieważ w przeciwieństwie do moich kolegów-brunetów, mój zarost był jasny, niezbyt gęsty i dosyć nieregularny. Nic nie wskazywało więc na to, że kiedykolwiek będę w stanie stać się prawdziwym brodaczem.

Jednak marzenie o epickiej, gęstej brodzie, godnej frontmana ZZ Top, pozostało i czekało uśpione na nadejście lepszych czasów…

Pomysł

Wszystko zmieniło się w 2014 roku, kiedy przeglądając internet,  trafiłem na stronę jednego z zachodnich forów dla brodaczy. Masa jego użytkowników pisała, że nigdy nie wierzyli w to, że będą w stanie zapuścić jakąkolwiek brodę. Natomiast ze zdjęć, które publikowali, jasno wynikało, że są prawdopodobnie kolejnym wcieleniem samego Odyna.

Dlatego, niewiele myśląc, postanowiłem spróbować i pierwszy raz w życiu zapuścić coś, co miałoby więcej niż kilka milimetrów i co bez cienia wątpliwości, można by nazwać brodą.

Początki nie były łatwe. Tym bardziej, że już w ciągu pierwszych 2 tygodni, przekonałem się, że swędząca, sucha broda, która kłuje i zaczyna żyć własnym życiem, to nic przyjemnego. I właśnie wtedy zrodził się w mojej głowie pomysł na stworzenie sklepu, który pomógłby innym początkującym brodaczom, takim jak ja, w przejściu tej niełatwej i wyboistej drogi.

Kosmetyki do brody

Niestety, w tamtym okresie, pracowałem równolegle na kilku innych, raczkujących dopiero projektach i nie mogłem poświęcić wystarczającej ilości czasu na stworzenie sklepu dla brodaczy, z prawdziwego zdarzenia.

W międzyczasie ściągałem z zagranicy różne specyfiki do mycia, nawilżania i ogólnej pielęgnacji brody, i testowałem je na swojej brodzie. A po kilku miesiącach tych działań, dowiedziałem się, że otworzył się pierwszy polski sklep z kosmetykami do brody. Ten fakt uświadomił mi, że jeśli mam założyć sklep dla braci w brodzie, to zrobię to albo teraz, albo nigdy.

I tym sposobem powstał BeardMan.

Podsumowanie

Od założenia sklepu minął równo rok i żadna z tych rzeczy nie wydarzyła by się, gdyby nie Wy. To właśnie dzięki Wam – braciom w bodzie – w ciągu ostatniego roku odwiedziliśmy ponad 10 różnego rodzaju targów i eventów, w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Wrocławiu i Poznaniu.

BeardMan Tort

Poznaliśmy setki ludzi, zajmujących się produkcją kosmetyków do brody, w swoich domowych pracowniach. A także kilka firm, które dorobiły się już własnych laboratoriów i linii produkcyjnych, i obecnie skupiają się nad stworzeniem jeszcze doskonalszych brodatych eliksirów. Mieliśmy okazję obserwować, jak powstają pierwsze polskie marki kosmetyków do brody. I jako jedni z pierwszych, brać czynny udział w ich promocji.

Odpisaliśmy na tysiące maili, zweryfikowaliśmy ponad 300 polskich barbershopów i salonów fryzjerskich, i wysłaliśmy do Was kilka tysięcy paczek. Wszystko po to, aby pokazać Polsce i światu, że słowo: broda, znaczy znacznie więcej, niż kawałek futra noszony na twarzy.

Co dalej?

To zależy wyłącznie od Was!

Dlatego, korzystając z okazji, zamieszczam link do stworzonej przez nas ankiety.

Znajdziecie w niej kilka pytań, które zadajemy sobie od pewnego czasu i na temat których, chcielibyśmy poznać Wasze zdanie.

Pamiętajcie, że BeardMan powstał przede wszystkim po to, aby spełniać Wasze potrzeby i oczekiwania. I w przeciwieństwie do Rossmana, Douglasa, czy innej Sephory, macie realny wpływ na to, co zmieni się w sklepie w najbliższym czasie i jakie produkty będziecie mogli w nim znaleźć. Dlatego liczymy na Wasze głosy!

Link do ankiety  >>http://bit.ly/29V8CFG <<

A już w następnym odcinku Historii Marek dowiecie się, jak powstała marka Dr K Soap.

BeardMan – Historia marki
5 (100%) 3 votes

Podobał Ci się ten artykuł?

Zapisz się na newsletter, aby nie przegapić kolejnych wpisów.
Obiecuję zero spamu, zero reklam - same konkrety.